• Adam Ruda-Rożniakowski

Nuklearna panika, dzieci i płyn lugola

Dzieciom w szkołach przedstawiono taki dokument, żeby zaniosły do domu rodzicom do podpisania. Osobno/dodatkowo dyrektorzy placówek oświatowych wysłali to „coś” poprzez dziennik rodzicom. Wojna w Ukrainie, groźby Rosji wobec Litwy, Czarnobyl, jodek potasu, skojarzenia z płynem lugola. Tyle wystarczyło do wywołania nuklearnej paniki w Gminie Aleksandrów Łódzki.

Wczoraj fora internetowe zawrzały, a telefon w Urzędzie Gminy Aleksandrów rozgrzał się do czerwoności.

Mamy początek tygodnia, Litwa blokuje transporty do Kaliningradu, Rosja grozi bolesnymi konsekwencjami i jednocześnie przeprowadza symulowane ataki na sąsiednią Estonię, na wschodzie Ukrainy toczą się zaciekłe walki, a na południu Ukraińcy wyzwalają tereny wypychając okupanta. Kolejne transporty broni suną liniami kolejowymi do Ukrainy. Co chwile media donoszą o chorobie rosyjskiego przywódcy. Napięcie sięga zenitu. Tymczasem…

W polskim rządzie (nomen omen) ktoś podjął pragmatyczną decyzję, że należy zmienić (czytaj: uprościć) system dotyczący podawania jodku potasu osobom nieletnim. Dotychczas, w momencie zagrożenia promieniowaniem, system dystrybucji był centralny. Czyli na polecenie ministra z magazynu centralnego tabletki z substancją miały zostać wysłane do wojewódzkich centrów zarządzania kryzysowego, które dalej miały dystrybuować go do samorządów, które dopiero w ramach swoich centrów kryzysowych miały dostarczyć go do szkół. Nie trzeba geniusza, żeby dostrzec jak łatwo ten łańcuch zachwiać i jak jest on przewlekły w czasie. Postanowiono więc, że samorządy dostaną niniejsza substancję na stan swoich magazynów w ramach ogólnie rozumianego systemu Obrony Cywilnej. Ponieważ tabletki nie wymagają jakichś extra ordynaryjnych warunków przechowywania na wzór szczepionek to słusznie założono, że lepiej jak będą rozdysponowane w najniższych szczeblach zarządzania kryzysowego.

No i tutaj zaczął się cyrk. Nie stało się nic złego, ale zabrakło podstawowej empatii u urzędników naszego samorządu, z drugiej strony władze centralne też nie przygotowały jednego ogólnego standardu dokumentacji zgody na podanie środka osobom nieletnim, pozostawiły to właśnie samorządom. W związku z tym ktoś u nas wziął w sieci znalazł taki formularz i rozesłał go do szkół celem wysłania go do rodziców, no bo wiadomo RODO, SRODO, wszystkie tam przepisy, żeby móc umrzeć to niedługo też będzie trzeba spełnić unijne standardy, bo bez formularza będziemy musieli żyć wiecznie.

Nieszczęśliwie się złożyło, że urzędnik wziął mocno (jakby to delikatnie powiedzieć…) kiepski formularz. To wątek na inną dyskusję, ale przykład jak cyberprzestrzeń potrafi kształtować rzeczywistość.

Zadziałał typowy system biurokratyczny, dokumenty przyszły z Urzędu Miejskiego to dyrektorzy nie mieli śmiałości uznać je za absurdalne, posłali je dalej, albo jeszcze w gorszej wersji wydłużyli łańcuch komunikacji wydając polecenie nauczycielom żeby ci to przekazali dzieciom, żeby te przekazały to rodzicom. Po drodze z bezpośrednich relacji wiem, że konsternacja w sekretariatach szkół wywołała panikę w sercach nauczycieli, której nie byli w stanie ukryć przed dziećmi no i efekt śnieżnej kuli zadziałał. Poszło w świat!

Eksplozja paniki nastąpiła na grupach w social media, no tutaj to już mieliśmy festiwal reakcji rodziców i mieszkańców, od prób zrozumienia czym jest ten „świstek papieru” bez żadnego nagłówka, podpisu i odniesienia do podstawy prawnej po bieganie dorosłych od apteki do apteki żeby dla siebie też kupić, bo skoro już chcą podać dzieciom to pewnie Suwałki już zbombardowali i ruskie są na przedmieściach Rzeszowa. Media nic o tym nie mówią, bo media kłamią.

Liczba zgłoszeń do redakcji była taka, że właściwie nie wiedzieliśmy co się dzieje, przyznam, że pierwsze doniesienia kompletnie zignorowałem. W konsekwencji nasunęło mi się takie skojarzenie z inną prawdziwą historią paniki, jaką w USA wywołała radiowa audycja o lądowaniu kosmitów pod miastem, którą opanować dopiero musiała Gwardia Narodowa. Tak, tak poważnie, ludzie uzbrojeni tłumnie pojechali na przedmieścia walczyć z kosmitami w konsekwencji zaczęła się niekontrolowana strzelanina.


Sytuacja na dziś tj. 22 czerwca 2022 roku:

1. Jak Wam ktoś każe pozyskiwać wiedzę z internetu to dziesięć razy sprawdźcie i piętnaście dopytajcie nim coś uznacie za prawdę.

2. Nawet jak pismo jest nadane z urzędu albo instytucji publicznej to nie oznacza, że jest wiarygodne. Zawsze warto zweryfikować dodatkowo jeśli budzi jakiekolwiek wątpliwości i ZAWSZE macie prawo żądać podstawy prawnej z wyjaśnieniem, nie tylko same paragrafy ustaw lub rozporządzeń.

3. W naszym Urzędzie Miejskim poszli po rozum do głowy i postanowili, że to „coś” rozesłane faktycznie jest kiepsko sformułowane i trzeba to zmienić, tylko nie wiem czy w momencie kiedy to czytacie rodzice już dostali jakieś sprostowania na dziennik z uspokojeniem.

4. Zostanie stworzony nowy formularz. Tutaj proponuje skorzystać ze wzoru: (ZOBACZ WZÓR)

Nurtuje mnie jaka była droga korespondencji, czy to pismo przeszło przez Wydział Edukacji UM, czy wydział został pominięty, bo to też wskazywałoby na poważny brak empatii w wydziale edukacji, który dotąd słusznie zbierał same pochwały za funkcjonowanie.

Teraz każde wytłumaczenie sytuacji, nawet najbardziej logiczne i tak pozostawi w głowach mieszkańców, przynajmniej części, teorię spiskową o zagrożeniu.

Dobrze, że mieszkańcy nie zaczęli od panicznego wykupowania towarów w sklepach, bo mielibyśmy kolejny impuls inflacyjny (taki suchar). Ponieważ w samorządach różni urzędnicy z różną energią podeszli do realizowania zaleceń Wojewodów i wykorzystali różne formularze to szczęśliwie panika nie nabrała charakteru ogólnokrajowego. Uff, bo oczami wyobraźni widzę całe rodziny w Lidlu...