• Adam Ruda-Rożniakowski

Protest przeciw zmianom w prawie oświatowym

Obecny rząd postanowił pójść na kolejną konfrontację. Ponownie na tarczy strzelniczej pojawiła się polska edukacja. Przemysław Czarnek Minister Edukacji i Nauki postawił chyba zaistnieć w historii na wzór poprzedniczki Minister Zalewskiej. Dodatkowo smaczku planom dodaje fakt, iż jedną z osób mających wpływ na zmiany jest poseł z naszego okręgu Tomasz Rzymkowski, Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu do spraw kształcenia ogólnego i nadzoru pedagogicznego.

W tym tekście odniosę się ogólnie do planów na tle własnych doświadczeń. Mam nadzieję, że uda mi się porozmawiać wkrótce z Panem Rzymkowskim, który rozwieje moje obawy. Tymczasem...

Z Ministerstwa Edukacji Narodowej płyną niepokojące informacje. Przeciwnicy projektowanych zmian twierdzą, że osłabiają one wpływ rodziców na proces edukacji swoich dzieci. Przedstawiciele rodziców wprawdzie będą mogli dalej brać udział w komisji konkursowej wybierającej dyrektora placówki, ale wobec pięciokrotnej przewagi przedstawicieli kuratorium, ich opinia nie będzie się liczyć. To pierwszy istotny zarzut, drugi brzmi jeszcze groźniej, albowiem jeśli rodzice zechcą, by ich dzieci uczestniczyły w zajęciach i projektach edukacyjnych oferowanych przez organizację społeczną, nie będzie to możliwe, gdy kurator nie zgodzi się na jej działanie w szkole. To już trąci myszką wprost z PRLu.

Teraz rozłożę tylko te dwa zagadnienia na przykładzie szkół w naszej gminie.

Miałem okazję uczestniczyć i obserwować sposób wybierania dyrektorów w naszym samorządzie. W obecnej chwili, w składzie komisji, przewagę mają przedstawiciele burmistrza, wprost są to urzędnicy Urzędu Miejskiego, którzy jak wiemy nie mają samodzielności w podejmowanych decyzjach i idą na posiedzenie takiej komisji z precyzyjnie ustalonym harmonogramem głosowania. Czy to dobrze, czy to źle to znowu zależy z jakiego punktu siedzenia na to spojrzymy, w skład takiej komisji wchodzą jeszcze przedstawiciele związków zawodowych i przedstawiciele Rady Rodziców. Pozornie gdyby założyć (akurat w Aleksandrowie jest to fikcja) niezależność przedstawicieli związków od burmistrza i asertywność przedstawicieli rodziców to wynik decyzji komisji rekrutującej dyrektora nie musi być po myśli burmistrza. Jest jednak tak, że związkowcy są na garnuszku burmistrza, a asertywni rodzice to, jak białe niedźwiedzie na Suwalszczyźnie. I tu przechodzimy do sedna, czy lepiej, jak wpływ na obsadę stanowiska dyrektora ma (ogólnie mówiąc) samorząd, czy jak chce wprowadzić to ministerstwo lepiej kiedy decyduje przedstawiciel rządu? To ideologiczny spór co do kształtu państwa. Gdyby to ode mnie zależało ułożyłbym system tak, żeby kluczowy głos należał do rodziców, dokładnie na wzór systemu duńskiego. Ogólnie uważam, że system duński i finlandzki powinien być dla nas wzorem. Długo jeszcze nie będzie, bo nie ważne kto rządził w tym kraju, od lat 90-tych nie trafił nam się Premier i Minister Edukacji na tyle zdeterminowany, umocowany politycznie, mający pojęcie o sprawdzonych, ale nowoczesnych systemach kształcenia, który właśnie na wzór wspomnianych państw wyniósłby poziom edukacji społeczeństwa do poziomu najlepszych na świecie.

Wielu z Was wydaje się dziś i dokładnie też tak od 30 lat traktowana jest w Polsce edukacja, że ma ona małe znaczenie dla bieżącej sytuacji kraju. Dla bieżącej ma małe, tak, ale dodając dekadę do dekady otrzymujemy obraz nihilizmu w encyklopedycznym tego słowa znaczeniu. W każdej kolejnej dekadzie orano polską edukację, słowo "oranie" idealnie obrazuje fakty, bo najpierw w latach 90tych ograniczano środki finansowe i zubożono program w każdym przedmiocie, zaczynając od wf-u, później wywrócono system reformą gimnazjalną i kiedy już się wydawało, że po dekadzie dramatu pojawiły się pierwsze plony na nowo zaorano wszystko kolejną reformą powrotu do systemu 8-klasowego w połączniu z pełzającymi zmianami w samym programie edukacji. Kiedy już wydawało się, że przed nami chwila stabilizacji, nowy minister ogłasza, że przewróci do góry nogami system zarządzania oświatą. Obawiam się, że skutki tej reformy będą lustrzanym odbiciem tego co dzieje się w sądownictwie.

Sens sporu o to kto powinien mieć największy wpływ na zarządzanie szkołami tylko pozornie może się wydawać mało istotny. To dyrektor szkoły został wyposażony w narzędzia wpływu na olbrzymią ilość spraw przekładających się później w sumie na poziom nauczania. Bardzo dobrze to widać w Aleksandrowie. Nie chcę podawać przykładów, bo z łatwością każdy rozpozna o jakiej szkole mówię, ale tylko ostatnie 6 lat w naszej gminie pokazało, jak pozytywnie lub jak negatywnie może wpłynąć na poziom edukacji w szkole dyrektor. Jest mnóstwo przykładów i każdy kto się trochę tym interesuje ma wyrobioną opinię. Podsumowując pierwszy problem, moim zdaniem, lepiej jest kiedy przewagę w zarządzaniu placówką oświatową ma samorząd, bo samorządy są różne, a to w skali całego kraju daje różnorodność i pozwala na porównania, szczególnie kiedy na pewnym poziomie pojawiają się dla uczniów egzaminy ogólnokrajowe, których wyniki precyzyjnie oddają efektywność nauczania. Oczywiście to temat rzeka, bo na tą efektywność ma wpływ też wiele czynników obiektywnie niezależnych od dyrektora, ale w okresach stabilności programu nauczania można analizować doświadczenia do wyciągania wniosków w celu rozwijania edukacji na wzorcach dających najlepsze efekty.

Teraz minister będzie równał poziom zarządzania szkołami w dół. Dlaczego? Bo zawsze oczekiwanie lojalności i posłuszeństwa wobec przełożonego szybko kończy się brakiem zaangażowania i kreatywności. Dotychczasowy system nawet jeśli w wielu przypadkach pozornie to jednak dawał pewne poczucie niezależności. Różne przykłady od pewnych wydarzeń w Aleksandrowie po ostatni głośny przypadek dyrektora z Łodzi jest tylko dowodem na efektywność dotychczasowego systemu, bo w ramach niego dyrektorami zostają ludzie często o skrajnie różnym światopoglądzie i to bardzo dobrze. Dobrze z mojego punktu widzenia, źle wedle obecnie panującego poglądu rządzącej partii, bo ta brzydzi się różnorodnością. W moim przekonaniu wystarczyłaby mała korekta systemu mianowania dyrektorów zwiększająca wpływ rodziców na decyzję. Dająca same uprawnienia administracyjne tego procesu kuratoriom, tak żeby przenieść ich ciężar na administrację państwową, ale sprawczość decyzji pozostawić w rękach najbardziej zainteresowanych.

Drugi problem, nie wiem czy nie bardziej istotny, a na pewno lepiej oddający sens działań obecnego rządu, to odbieranie kompetencji dyrektorom i planowane wymuszanie posłuszeństwa administracji rządowej. Zawsze mimo planowanej zmiany wybierania dyrektora może "przytrafić się" jakiś niepokorny, to się go wybatoży, a jak to nie pomoże to się go zwolni bez żadnej procedury odwoławczej. Tu już widać głęboki PRL. Najzabawniejsze jest to, że obecne reformy są tak kształtowane, że kiedy obecna opcja przegra wybory parlamentarne to następcy będą mieli wszelkie narzędzia żeby przeprowadzić rzeź na poprzednikach, czyli kolejną falę chaosu. Wyobraźcie sobie, że wybory wygrywa obecna opozycja i ministrem edukacji zostaje Pan Biedroń. Niemożliwe? Bardzo możliwe i tak Pan Biedroń jednym zarządzeniem ministra najpierw wywali wszystkich kuratorów, później wywali ze szkół każdą organizację, która słusznie lub niesłusznie będzie miała coś wspólnego z PiSem, od organizacji pro life po ZHR, z dnia na dzień. To jest chore! Chore jest ręczne manipulowanie tym kto ma możliwość działania na terenie szkoły. Znowu to napiszę: moim zdaniem decyzję na to jakie są w szkole zajęcia pozaszkolne powinni podejmować rodzice, szkoła nie powinna świecić pustkami po południu, powinna tętnić życiem, w jednej sali niech będą prelekcje organizacji pro life, a w drugiej niech będą zajęcia seksuologii, na których młodzież będzie się uczyła sprawnego zakładania kondomów na manekiny penisów. Ani w jednym ani w drugim nie dostrzegam nic złego, jeśli rodzice nie mają odwagi na te tematy rozmawiać z dziećmi i wyrażają wolę, by to robili inni. Teraz obawiam się, że jak pojawi się wibrator w szkole podstawowej to posłowie rządzący dostaną rozwolnienia przed kamerami. Może się mylę i może w końcu doczekam się edukacji seksualnej z prawdziwego zdarzenia u dzieci przynajmniej od 4 klasy podstawówki. Edukacja online tylko zwiększyła dostępność złych, pornograficznych wzorców u dzieci, a tymczasem rządzący dalej udają, że ubogo doświadczeni seksualnie nauczyciele religii, często księża będą źródłem dobrej edukacji seksualnej.


Marzę o takim Premierze, który będzie miał w sali posiedzeń rządu, tuż pod godłem napis:


EDUKACJA DEBILU!


Tymczasem mamy ministra edukacji, który w tle na ścianie, podczas wideokonferencji, ma kolekcję wizerunków swoich bogów, obrazujących od stuleci zabobon i symbolizujących pośrednio stosy ognia, na których palono przez wieki naukowców. Czego szczytowym osiągnięciem w 3 dekadzie XXI wieku, w Polsce jest niejaka pani profesor, członek pseudotrybunału konstytucyjnego, najbardziej znana z reklamy sałatki, opowiadająca o tym, że: "Teoria Kopernika powinna być mniej forsowana w szkołach".


Treść protestu przeciw zmianom w prawie oświatowym.



Taka dygresja na koniec. Symbolicznie miejsce naszej edukacji obrazują dokonania i popularność patronów szkół. Jak długo popularniejszy jest Papież i inni katoliccy notable od geniuszy pokroju Kopernika albo Curie-Skłodowskiej tak długo nic się nie zmieni.


Poniżej bohaterowie tylko pierwszej połowy XX wieku, ilu rozpoznajesz? Może zacznij od poznania ich nazwisk i osiągnięć zamiast oglądania kolejnego badziewia w telewizji.