• Adam Ruda-Rożniakowski

Syf na Pierlejewskiego

Wjazd z Pabianickiej w Pasaż Pierlejewskiego to z różnych względów newralgiczne miejsce tej części miasta.

Jedno z reprezentacyjnych miejsc na granicy 3 osiedli: między Osiedlem Sikorskiego, a Bratoszewskiego i tylko trochę dalej jest Osiedle Słoneczne. Terenami osiedli zarządza Spółdzielnia Mieszkaniowa, ale główne uliczki są w zarządzie Urzędu Miejskiego. Od razu podkreślę, że nie znam precyzyjnie granicy między działką publiczną, a działką prywatną, ale ponad wszelką wątpliwość syf w tym miejscu jest skutkiem ubocznym prowadzonego tu sklepu monopolowego.

Szeregowiec punktów handlowych stoi od czasu budowy osiedla Sikorskiego. W latach 90-tych i trochę później, kiedy miejscem tym zarządzał bezpośrednio właściciel Pan Andrzej był to najlepiej wyposażony sklep z alkoholami w mieście, a w piwnicach znajdował się prestiżowy bar/ klub. Po tamtych czasach pozostało jedynie wspomnienie, bo dziś lokalizacja bardziej przypomina wysypisko śmieci.

Obok przez lata był lokal z zakładami sportowymi, teraz coś tam powstaje nowego, a dalej w rzędzie jest m.in. piekarnia, do której lubię zaglądać ponieważ usytuowanie przed dużym parkingiem dla samochodów ułatwia zakupy, z tego publicznego parkingu korzystają klienci innych punktów wokół. Dostrzegam, że zatrzymuje się tu wielu rodziców z dziećmi, bo po przeciwnej stronie ulicy jest prywatne przedszkole.

W zeszłym tygodniu, będąc na miejscu nie wytrzymałem i na fali emocji związanych z wiosennymi porządkami postanowiłem zmotywować obecnego najemcę sklepu monopolowego do ogarnięcia tej przestrzeni. Przekazałem poprzez sprzedawczynię, że wypadałoby ten syf posprzątać. Wyglądało to tak, jak na filmie poniżej:

Minął tydzień, coś ktoś tam sprzątnął, ale jest to dalekie od mojego poziomu poczucia czystości. Stąd postanowiłem zapytać się Was, czy przeszkadza Wam ten syf i jeśli tak to co można zrobić w takiej sytuacji?

Z jednej strony skoro okolicznym handlowcom taki syf wydaje się być obojętny, to może nie ma sensu podnosić tematu do dyskusji publicznej? Oczywiście rozumiem, że syf ten nie robi najemca i właściciel sklepu monopolowego. Syf ten robią klienci sklepu monopolowego, tylko tam monopolowy był od zawsze i za czasów wspomnianego Pana Andrzeja ciężko było znaleźć walający się kapselek, kawałek ziemi był wysiany trawą, a wokół było niemal sterylnie czysto. Nikt nie miał odwagi rzucić butelki na ziemię, bo mogło się to dla niego "przykro skończyć". Więc można, nie jest tak, że jest niemożliwe utrzymanie czystości wokół, choć z pewnością wymaga to trochę zaangażowania. Podkreślę, że filmiki nie oddają obrazu dramatycznej rzeczywistości.

Ponad wszelką wątpliwość obecny najemca prowadzący monopolowy ma w 4 literach kwestię syfu wokół, bo po tygodniu teren wygląda tak, jak na poniżej. Można zagrać w grę na zasadzie: znajdź różnice w filmach.

Zastanawiam się, czy miasto, a więc w końcu przedstawiciele mieszkańców, mają poza taką formą napiętnowania brudasów, jak ten artykuł jakieś możliwości wywierania wpływu na przedsiębiorcę, żeby zadbał o otoczenie? Wiem, że może powinienem ostrze krytyki skierować na klientów sklepu, ale tu nie dostrzegam już żadnych nadziei. Burmistrz przyznaje koncesję i ją odnawia i może w ten sposób dałoby rade wymusić formalnie, czy półformalnie jakiś nacisk na dbanie o przestrzeń publiczną?

W tym miejscu nasuwa mi się taka dygresja, że nie mamy Straży Miejskiej, jej likwidacja była świadomą decyzją Burmistrza i nie chcę teraz wdawać się w dyskusję, czy to słusznie się stało czy nie, ale trzeba przyznać, że właśnie Straż Miejska jest takim narzędziem samorządu, który pomaga wspierać Policję w sprawach, którymi ta nigdy zajmować się nie ma czasu.

Z drugiej strony swoboda działalności gospodarczej i wywieranie nacisków przez samorząd na przedsiębiorców w celu pewnych zachowań zawsze może rodzić patologię, bo trudno wyznaczyć tą bezpieczną granicę gdzie jeszcze organ publiczny może reagować, a gdzie już nie powinien. Tylko żal mi "kortów", bo czas nie służy okolicy, a dokładnie to miejsce jest symbolicznym obrazem podupadania prestiżu osiedli kosztem przedmieść.

Idąc za Wydziałem Propagandy Urzędu Miejskiego, skoro wydaliśmy miliony i stoi już nowoczesny budynek urzędu i "mamy prawie jak w Dubaju" to mając takiego światowego burmistrza może skorzystamy z prawodawstwa miast azjatyckich, w których wyrzucenie niedopałka na ziemię wyceniane jest od 1000 dolarów w górę? Byłby to ciekawy sposób na podreperowanie budżetu samorządu? Byłaby hajs na nowe fontanny, a może nawet uzbierałoby się na tężnie solankową, która miała stać nieopodal opisywanego miejsca, a na którą burmistrz nie znalazł środków mimo, iż wygrała w Budżecie Obywatelskim, a było to mniej więcej, w tym samym czasie co wydatek 200 000 zł na "wytrysk Lipińskiego" w parku.

Zachęcam na profilu Facebook naszego dziennika do rozmowy o sposobach rozwiązania tego problemu, jak i ogólnie problemu dramatycznego stanu przestrzeni publicznej w mieście, od brudu, który tak szczególnie jest widoczny w przedwiośniu po brak uchwały krajobrazowej. Wspominam o tym, bo za chwilę większość przedsiębiorców zostanie zaskoczona wymogami, jakie w krótkim czasie może narzucić prawo. Uchwały krajobrazowe wzbudzają w kraju olbrzymie emocje i nie ominie to nas.

Na początek, problem w tym miejscu może ograniczyłby kosz na śmieci? Na refleksję wśród klientów monopolowego nie liczę.