• Adam Ruda-Rożniakowski

Gen radziecki

Radziecki gen wśród mieszkańców Aleksandrowa Łódzkiego jest, jak komórka rakowa w zdrowym organizmie społeczeństwa. Idealny dowód na to, że 5 lat okupacji niemieckiej nie przeorało naszego społeczeństwa tak, jak 45 lat sowieckiej.

Jak donosiłem w relacji na żywo, po ataku Rosji na Ukrainę ktoś z mieszkańców wziął sprawy w swoje ręce i zniszczył tablicę "pamiątkową", poprzez którą rzekomo mieszkańcy Aleksandrowa dziękowali armii radzieckiej za wyzwolenie w 1945.

Relacja:

Przypomnę, że złożony przeze mnie projekt uchwały likwidującej obelisk leżał 2 lata w szufladzie u Przewodniczącej Rady Miejskiej Małgorzaty Grabarczyk, która tylko ze sobie znanych powodów nie poddała uchwały pod głosowanie do dziś, przez co formalnie, obelisk można odtworzyć w każdej chwili, bo nie ma Uchwały Rady Miejskiej o jego likwidacji.

To mój post z 2020 roku na AO:

Posadzenie przez podwładnych burmistrza Jacka Lipińskiego drzewka w miejscu zniszczonej tablicy nie kończy tematu. W każdej chwili może ktoś postawić tablice na nowo i formalnie zrobi to w świetle obowiązującego, lokalnego prawa.

Poniżej widać, że chętnych do wielbienia "zwykłych czerwonoarmistów" nie brakuje w Aleksandrowie i to mimo obecnej wojny w Ukrainie.

Jak możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej, zrobionym 10 dni temu, a kilkanaście dni po rocznicy zakończenia II Wojny Światowej pod pomnikiem Wojska Polskiego brak upamiętnienia (zdjęcie po prawej), natomiast pod "drzewkiem" posadzonym w miejscu zniszczonej tablicy złożono kwiaty i zapalono znicz!

Publicznie pytam się Pani Grabarczyk i Pana Lipińskiego, co z wami jest nie tak? Czy długo jeszcze będziecie tolerować obecną sytuację? Skąd w radnych Platformy Obywatelskiej i burmistrzu Lipińskim ten GEN RADZIECKI? Czyżbyście dbali o upamiętnienie swoich przodków? Może to taka forma dobrze znanego koniunkturalizmu i nie chcecie narażać się postkomunistom? Kiedy w końcu pojawi się na sesji Rady Miejskiej Uchwała likwidująca w tym miejscu obelisk na cześć armii czerwonej? Jak widać żyją wśród nas ludzie z silną tęsknotą za sowiecką okupacją Rzeczypospolitej do tego stopnia, że potrafią w czasach wojny upamiętniać "drzewko"!

Kiedyś już rozpocząłem dyskusję na temat zniszczonego obelisku, było to w trochę spokojniejszych czasach i znalazły się wówczas osoby próbujące uzasadniać sens istnienia tablicy twierdząc:

"bo przecież to byli zwykli ludzie (...)".

Tak w armii czerwonej był szewc, murarz, rolnik i nauczyciel, w Wermachcie też byli zwykli Niemcy, ale nie stawiamy im pomników, dlaczego?

Pewnie gdyby Niemcy okupowali nasz kraj blisko pół wieku to mimo odzyskania niepodległości dalej byście nosili kwiatki pod pomnik Hitlera przy Urzędzie Miejskim. Tak objawia się najdelikatniej uległość, która może mieć różne przyczyny, ale zawsze finalnie jest cechą słabych ludzi. Nie można mieć pretensji do zgwałconych kobiet, które postanowiły urodzić i wychować dzieci, ale 30 lat od odzyskania niepodległości najwyższa pora uświadomić sobie, że poczucie braterstwa ze "zwykłym Putinem" nie wynika u was z pamięci genetycznej, tylko ze socjologicznie wpojonej podległości silniejszemu.

25 maja była kolejna rocznica zamordowania rotmistrza Witolda Pileckiego. Może postawmy w miejscu drzewka pomnik/tablicę człowiekowi któremu uległość była obca tak bardzo, że "zwykli sowieci" nie potrafili tego zdzierżyć. Woleli zamordować niż tolerować bohatera.

Stawiając znicz mordercom stajecie w ich szeregu, w szeregu ze "zwykłymi" katami Pileckiego, Popiełuszki, Pyjasa...



https://pl.wikipedia.org/wiki/Witold_Pilecki